JAK ZMIENIŁEM SWOJE PODEJŚCIE DO ĆWICZEŃ – 2 LATA

JAK ZMIENIŁEM SWOJE PODEJŚCIE DO ĆWICZEŃ – 2 LATA

Witaj! Dzisiaj zabiorę Cię w podróż, którą sam przebyłem. Podróż od osoby, która na myśl o ćwiczeniach fizycznych.. Cóż.. nie była zachwycona. Do osoby, dla której 4 czy 5 treningów w tygodniu, nie robi wrażenia I ciągle jej mało. Zacznijmy jednak od początku..

 

PS: Filmiki są jako hiperłącza na Instagram, dla łatwiejszego oglądania i nie obciążania serwerów mojego hostingu 🙂

 

W technikum brałem udział w wielu różnych zawodach ogólnosprawnościowych, bieganie, tory sprawnościowe, trochę grałem w piłkę, lecz zdecydowanie z miernym skutkiem (całe życie kopie z tak zwanego “pika” – jednak lubię grać :D) Przez rok trenowałem nawet Brazylijskie Jiu-Jitsu, bardzo mi się podobało, jednak przez wyjazd trenera, I moją durnotę nie kontynuowałem tego, próbowałem wrócić po latach, jednak to już nie było to. Po technikum, na studiach skończył się WF czy przysposobienie obronne, na którym często gęsto również ćwiczyliśmy. Poszedłem na studia gdzie jak wiemy, na profilu niezwiązanym z wysiłkiem fizycznym, tego WF’u nie ma.

1. Rozpoczęcie Technikum – tam z boku jest zła data.

Nie narzekałem na złą kondycję fizyczną, można powiedzieć, że miałem predyspozycję do biegania. No właśnie, bieganie..
Ze względu na to, że mój Ojciec uwielbia biegać, chcąc nie chcąc próbowałem. Kilka razy zaczynałem biegać, nigdy nie biegałem przez dłuższy okres, mimo wysokiej kondycji, I powiedzmy naturalnego przygotowania.
Bieganie mnie po prostu nudziło (nadal nudzi, chyba że towarzysze innym biegaczom, I umilam im czas puszczając muzykę na trasie, na przykład) Ważyłem jakieś 60 kg. Przy wzroście 165 cm. Dużo? Mało? Wyglądałem raczej cienko haha

W pracy spotkałem dwóch zapalonych maniaków siłowni – no i się zaczęło, zaprzyjaźniłem się z nimi I z tego miejsca ich gorąco pozdrawiam! Łukasz Porbes i Artur Grabarczyk, dzięki! Dobre 2 lata namawiali mnie do tego żebym poszedł na siłownię. Żebym spróbował przytyć, bo trening na “rzeźbę” nie ma teraz sensu, muszę najpierw nabić trochę masy.

2. Od lewej mamy Artura, potem ja i Łukasz - Siłownia Fit For Free na Bułgarskiej w Poznaniu.

Opierałem się bardzo długo, zaczynałem kilkukrotnie ćwicząc w domu, były jakieś plany kupowane przez internet, wszystko z miernym skutkiem. Zwyczajnie mi się nie chciało, nie miałem motywacji, celu, nic kompletnie. Nie chciałem iść na siłownię, kupiłem sobie sprzęt do domu, jednak jak wiemy taki trening to nie to samo, gdzie masz mnogość maszyn i urządzeń, kontra ławeczka i hantle w domu. Nie neguje tego że nadal można zrobić dobry trening jednak mi brakowało konkretnego bodźca I nie mogłem się na tym zatrzymać.

Siłowni się bałem. Bałem się znajomych którzy tam chodzą, bałem się ich spojrzeń, OPINII, tego co pomyślą czy powiedzą. Tego że będę nieudolnie wykonywał jakieś ćwiczenia. Jednak pod naciskiem kolegów w końcu kupiłem karnet, i poszedłem na siłownię.

Kupiłem odżywkę która pomagała mi podbić kalorie, tak zwanego gainera, zacząłem więcej jeść, ćwiczyć i tak w mniej więcej 1,5 roku przytyłem 15 kg. W końcowym momencie ważyłem prawie 75 kg. Był to ogrom mojej pracy, jak i pracy kolegów którzy mnie ciągle wspierali, i starali się zrozumieć.

Ćwiczyłem dalej z zaleceniami i radami, typowo pod masę. Koledzy mówili żebym dobił 80 kg, jednak ja ciągle nie byłem do tego przekonany, i stwierdziłem że nie chce. Ćwiczyłem dalej, i był to czas ćwiczeń bez celu. Dosłownie
Ćwiczyłem maks 3 razy w tygodniu, często opuszczałem treningi, nie chciało mi się, nie robiłem dokładnie wszystkich serii, powtórzeń. Generalnie – szkoda słów.

W końcu stwierdziłem że zwyczajnie źle czuje się w swoim ciele, czuje się gruby, dosłownie. Wtedy zacząłem zrzucać te kilogramy które zdobyłem, miałem gdzieś czy to dobry pomysł czy nie, to było to co właśnie chciałem w tym momencie zrobić.

Znowu miałem cel. Zacząłem robić cięższe treningi, z większą satysfakcją. Z dnia na dzień podobałem się sam sobie, coraz bardziej – chodzi o dyscyplinę i waleczność. W tym samym czasie mój kuzyn Cyprian Nowak i serdeczny kolega Robert Kwietniewski (pozdrowienia!) ćwiczyli Street Workout. Podglądałem ich postępy, motywowałem bo widziałem że chłopaki naprawdę ciężko napierda****. Sam siebie skreśliłem, stwierdziłem że przez kontuzję barku nigdy nie będę mógł wykonywać tych wszystkich „akrobacji”. Pod koniec czerwca, poszedłem z ciekawości do nich na trening.

 

 

Było ciężko. Zupełnie inne partie mięśni brały udział w ćwiczeniach, jednak wiecie co? SPODOBAŁO MI SIĘ! Stanie na rękach powodowało niemałe trudności, nie wspominając o żadnych innych elementach. Jednak jak wiemy, każdy kiedyś zaczynał,wyżej wymienieni panowie wraz z jeszcze innymi, dopingowali mnie, i nadal wszyscy wzajemnie to robimy, co też mega rzutowało na to, jak zmienił się mój mindset.

Trzy treningi w tygodniu? Pewnie, ale tylko jeden po drugim, bo przecież musi być czas na czwarty i piąty w weekend. Serio! Ja wiem, że to nawet przesada, bo przecież mięśnie się nie zregenerują, jednak jak to mówi CT Fletcher „FUCK OVERTRAINING, IS A MYTH” Więc właśnie tą zasadą się kierowałem. Aktualnie trenuje już, jakieś 4 miesiące, widzę po sobie, że zrobiłem naprawdę ogromne postępy, jak dla mnie — A TO DOPIERO POCZĄTEK, i to mnie napędza jeszcze bardziej.

Do czego zmierzam. Historia którą pragnę Ci tutaj przedstawić, ma ukazać, że zmiana nastawienia, sposobu myślenia, wymaga CZASU. Dlatego nie biczuj się, że nie jesteś jak inni, nie masz takiego zapału. Cokolwiek. Może dyscyplina, którą pokochasz dopiero się pojawi na Twojej drodze. Ja potrzebowałem 2 lat, żeby z człowieka, który unikał wysiłku fizycznego, zamienić się w osobę, która nie może doczekać się kolejnego treningu.

Dziękuję, że dotarłeś bądź dotarłaś do końca tego wpisu, piszę go prosto z serca, niemal z automatu, na jednym oddechu, bo to wszystko wypływa ze mnie, bo piszę o sobie. Jeszcze tylko zdjęcia wrzucę, żeby przyjemniej się czytało.

Jeszcze raz dziękuję, do zobaczenia na Instagramie, i być może kiedyś, na jakimś treningu.  Trzymaj się!

Zostaw komentarz :)