MARTWISZ SIĘ? NIE MA SENSU! SPRAWDŹ DLACZEGO.

martwienie się / rozwój

Dlaczego nie warto się martwić?

Dziś krótko ale zwięźle i na temat. Martwicie się? Czy każdego dnia rozmyślacie o tym co złego może się wydarzyć? Wasze akcje w ciągu dnia podyktowane są strachem, przed tym co może się wydarzyć? W takim razie jest to post dla Ciebie, i postaram się przedstawić Ci inny punkt widzenia na wszystko co związane z „martwieniem się” 

rozwój . martwienie się

Zacznijmy od martwienia się względem drugiej osoby w związku. Może nie tyle chodzi tutaj o martwienie się co o brak zaufania i swego rodzaju blokadę. Mój pogląd na życie jest taki – jeżeli martwisz się ciągle, że Twój partner Cię zdradzi / zostawi / oszukuję bądź jest w stosunku to Ciebie nie fair – przestań. Sumarycznie rzecz biorąc Twoje „martwienie się” i związane z tym faktem emocję nie powstrzymają drugiej osoby przed zdradą bądź kłamstwami, ale! Za to mogą się do tego przyczynić – w końcu nikt z nas nie lubi jak osoba którą kochamy jest w stosunku do nas ciągle podejrzliwa i ciągle się martwi o to co robimy. Może to być uciążliwe, i to może mieć realny wpływ na związek – najczęściej wpływ negatywny. 

rozwój / martwienie się

Martwienie się o coś co może się zdarzyć, bądź już się zdarzyło. Nie jestem żadnym naukowcem, pochodzę do tematu jak ja to mówię „na logikę”. Wydarzyła się jakaś sytuacja – coś przykrego. Nie wiem, na imprezie pod wpływem alkoholu kogoś uraziliśmy. I teraz martwimy się tym co sobie o nas ludzie pomyślą. Tylko co nam to da? To że się martwimy, myślimy o tym, analizujemy czy kij wie co jeszcze – nie zmieni tego jak ludzie to odebrali, i jak być może teraz o nas myślą.

Tak samo z czymś co może się zdarzyć, możemy mieć wypadek, możemy wpaść pod samochód, może nas zostawić partner. Może.. Może.. Może. No dobra, tylko czy rozmyślanie o tym i martwienie się sprawi w jakiś magiczny sposób, że te powyższe rzeczy się nie staną? No nie!

Dla mnie to jest po prostu „krótka piłka” nie martwię się, bo nic mi to kompletnie nie daje. Pogarsza tylko moje samopoczucie, bo wpadam w samo nakręcającą się spirale „martwienia”, a i tak nic dzięki temu nie zyskam. Nie zmienię tego co się stało, nie będę miał w ten sposób wpływu na to co może się stać.

Nie chce żeby partner/partnerka mnie zostawiła – Dbam o związek
Nie chcę mieć wypadku – Jadę ostrożnie
Boje się o swoje zdrowie – Dbam o nie

Ja wiem że to nie jest wszystko takie proste bo przecież, mimo starań partner i tak może nas zostawić, mimo ostrożnej jazdy, to pijany bądź nieuważny kierowca uderzy w nas, a także MIMO naszego dbania o zdrowie, i tak szlag je trafi.

Tylko macie wybór. Albo wpadacie w pułapkę martwienia się, albo bierzecie życie w swoje ręce, i po prostu żyjecie 🙂

Ciekawa informacja z książki „Odrodzenia Feniksa”.

Nikodem Marszałek pisze tam:  „Największą głupotą ludzkości jest martwienie się. Tracimy w ten sposób mnóstwo energii umysłu. Obliczono, że około 40% zmartwień dotyczy przeszłości, 50% ma związek z przyszłością, a 10% dotyczy problemów obecnych. 92% rzeczy, o które się martwimy, nigdy się nie wydarza, a z pozostałymi 8% potrafimy sobie poradzić.

Opowiem Ci historię o kobiecie, która stale się martwiła. Dzięki niej dostrzeżesz bezsens i nieracjonalność takiego sposobu myślenia. Tak, martwienie się to pewien sposób myślenia. Wspomniana przeze mnie kobieta była wdową, nieustannie się czymś zamartwiającą. Miała dwóch synów. Starszy handlował parasolami, zaś młodszy sprzedawał okulary przeciwsłoneczne. Staruszka każdego dnia truchlała ze strachu, ponieważ gdy pogoda była słoneczna, młodszy syn nie mógł zarobić ze sprzedaży parasolów, natomiast gdy pogoda się psuła, starszy syn nie mógł zarobić na sprzedaży okularów przeciwsłonecznych. A więc niezależnie od pogody martwiłą się i martwiła. Pewnego dnia do wdowy przyszła z wizytą jej stara, mądra przyjaciółka. Przeraziła się na widok staruszki, zupełnie już wychudłej i bladej.

– Czyżbyś była chora, moja droga?
– Nie – odparła wdowa – Po prostu się martwię, jaka by nie była pogoda , jednemu z moich synów nie uda się nic sprzedać w danym dniu. Stara, mądra przyjaciółka uśmiechnęła się i powiedziała:

– Ach, nie myśl tak, moja droga. Jako jedna z nielicznych nie powinnaś mieć ani jednej troski, gdyż w Twojej sytuacji możesz jedynie odnosić korzyści. No bo jaka by nie była pogoda, jeden z Twoich synów zawsze będzie mógł sprzedać swój towar.

Pamiętaj, przedmiot, na którym skupiasz swoją uwagę, nigdy nie odzwierciedla rzeczywistości. Jest tylko jednym z wielu możliwych sposobów postrzegania dziejących się zjawisk.”

Rozumiecie teraz doskonale o co mi chodzi? Ja podpisuje się pod tym obiema rękoma i jeszcze nogami. 
A Wy co o tym sądzicie? Martwicie się czasami czy często? Może macie zupełnie inne zdanie na ten temat? Dajcie znać w komentarzach! 

Zostaw komentarz :)